Pogoń Szczecin. Reprezentacja. Piłka ligowa. Komentuje Jakub Cicio
RSS
niedziela, 12 października 2008
Czerwiec 2008 (pamiętam)

Wszyscy dziś piejemy z zachwytu nad wczorajszym meczem Polska - Czechy. I dobrze. Ja też zapieję. Ale najpierw przypomnę post z 30 czerwca b.r. Podsumowałem wtedy wygłupy naszych na Euro. Jak będzie w RPA? Who knows...?

22 dni emocji za nami. Skończyła się największa tegoroczna impreza piłkarska. Należy się więc parę słów komentarza. Komentarz ów, pojawić miał się już wcześniej, ale gotowy już post o występie naszych w Austrii, poszedł z dymem. Dlatego teraz będzie ich kilka, a pierwszy już dziś.

Beenhakker. Nadal uważam że to nadzieja polskiej piłki nożnej. Mimo iż zaciekli krytycy i obrońcy polskiej myśli szkoleniowej triumfują. Publicznie obwiniają Holendra za blamaż naszych na Euro. Ale czy słusznie? Nie sądzę. Beenhakker zrobił wszystko co mógł. Wygrał eliminacje w dobrym stylu, prześcigając m.in. Portugalię. Budował zespół w atmosferze niechęci. Towarzyszyła mu typowo polska sztuka podkładania świń i wieszania psów. Mam czasem wrażenie że nie jeden "wielki" polski trener po cichu liczył, że naszym się nie uda, a Beenhakkera wyrzucą z hukiem. Bo przecież Engel i Janas na mundialach wygrali przynajmniej jakiś mecz, a ten Holender nie osiągnął z naszymi nic.

No to ja kontruję: Leo zrobił co mógł. Długo wstawiał do głowy naszym chłopcom, że muszą uwierzyć w siebie. Nie uwierzyli - trudno. Mogliśmy wygrać każdy mecz grupowy, ale znowu było widać, że nasi mieli nogi z waty. I nie zmieni tego jeden magik Borubar (Artur Boruc), który cały czas pokazywał że wśród bramkarzy mało kto może się mu równać. Tutaj właśnie widać rękę trenera. Na początku stawiał na Jerzego Dudka (moim zdaniem najbardziej przereklamowanego Polaka na świecie), ale gdy zobaczył co ten sobą prezentuje, sięgał po kolejnych. A gdy Borubar pokazał co potrafi, Leo utwierdził go w tym, że jest numerem jeden w naszej bramce i nie musi się martwić tym czy zagra czy nie.

Perejro, choć naturalizowany w ekspresowym tempie, pokazał, że jest nadzieją dla naszej drużyny narodowej. Trzeba tutaj pamiętać o tym, że piłkarz, który raz wystąpił w jakiejś reprezentacji, w innej zagrać już nie może. Stąd możemy być pewni że nowo upieczony Polak, dopóki będzie grał na przyzwoitym poziomie - będzie grał dla nas. Od początku byłem przekonany, że będzie się na tle naszych orłów (nie trawię tego określenia) wyróżniał. I co? I się nie pomyliłem. Grał najlepiej. I cieszyć się tylko, że to on może być główną siła naszej reprezentacji w najbliższych eliminacjach. Technicznie jest naprawdę dobry.

Reszta. Bez euforii. Kiepścizna. Smolarki, Krzynówki i Żurawskie. Nie pokazali nic. Albo inaczej: pokazali co potrafią. Czyli że potrafią mało, a i to wtedy, gdy świeci akurat ich gwiazda. A ta akurat w 2008 świecić nie chciała. Obrona to znowuż ta sama ekipa która była w Korei i Niemczech. Bąk, którego osobiście lubię, już się kończy. Ma chłopak swoje lata, to i już siły nie te. Trzeba szukać nowych odkryć. Dlatego Beenhakkera misja się nie skończyła. Jeden przegrany turniej niczego nie zmienia. Byłem przeciwny zwalnianiu Engela w 2002, i tak samo teraz - trzymam kciuki za Beenhakkera.

Co będzie? Z nasza piłką tak jak z naszym krajem. Potrzeba kolejnych długich lat aż coś się zmieni. Potrzeba nowego pokolenia. A naszej piłce przydałaby się gwardia holenderskich specjalistów, którzy zajęliby się szkoleniem naszej młodzieży. Bo to szkolenie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Jan Zamoyski powiedział kiedyś: takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Przekładając na piłkę: taka będzie siła naszych klubów i reprezentacji, jakie ich młodzieży chowanie. Weźcie się więc leśne dziadki za szkolenie młodzieży, albo zatrudnijcie Holendrów. A okaże się kiedyś, że i my możemy być mistrzami Europy.

15:03, cubelibre
Link Dodaj komentarz »